Ozdobne świeczniki „Zośka” – czyli robię się Eko ;)

Należę do osób, które nie przepadają za robieniem zakupów 

szczególnie tych jedzeniowych. Do sklepu wpadam po standardowe rzeczy, które albo się już skończyły albo za chwilę się skończą. Nie rozglądam się za nowinkami i staram się, w jak najkrótszym czasie ogarnąć temat sprawunków. Biegnę więc jak koń z klapkami na oczach wyznaczoną trasą od regału do regału – wrzucam do koszyka, to co potrzebne i szybkim kłusem zmierzam do kasy. Cała wycieczka po sklepie zajmuje mi ok 15 min plus kolejka do kasy. 

 

Pech chciał, że któregoś razu, 

„mój” sklep umyślił sobie remont. Taki kapitalny. Zamknięty był przez miesiąc. Kiedy nastąpił dzień uroczystego otwarcia, przeczekałam go grzecznie w domu – przecież nie będę pchała się w ten tłum ludzi. Nie ukrywam, że trochę stęskniona byłam, ponieważ sklep wygodnie ulokowany pod samym domem, a na czas zamknięcia musiałam zakupy robić w dalszym markecie, ale stwierdziłam, że jeden dzień lub dwa mnie nie zbawi, a przynajmniej nerwicy nie dostanę. Kocham ludzi, ale kiedy są oni w dużej ilości, na ograniczonej ilości metrów kwadratowych, wtedy miłość do ludzkości miesza mi  się trochę z irytacją – frustrujące połączenie i staram się go unikać.

Ale do rzeczy. 

Po ponownym otwarciu Sklepu, odczekuję parę dni, aby inni stęsknieni już się przywitali i odmeldowali przy kasach. Dopiero potem wpadam ja. Jak zwykle szybko, bo w końcu to nie muzeum i nie ma co podziwiać pomidorów – jakie one są, każdy przecież wie. Lecę! Już w połowie pierwszej alejki orientuje się, że nie mogę znaleźć ani żółtego sera ani szyneczki – zmieniły swe położenie. Uwielbiam to! Zwalniam krok z galopu do spokojnego truchtu, bo muszę się przyjrzeć i rozeznać, gdzie też owe rzeczy leżą po tym remoncie. Trochę to podobne do zabawy „odnajdź skarb”. Odnajduję w końcu to po co przyszłam. Dzięki Bogu przynajmniej chleb jest tam gdzie zawsze. Został jeszcze nabiał. Wypatrując mleka i śmietany, moje piękne oczy natrafiają na takie małe jogurciki.

Były zapakowane w piękne, malutkie słoiczki.

Istne cudeńka! – o słoiczkach tutaj oczywiście mówię. Biorę! Jeśli jogurty będą nie dobre, trudno – koty na pewno zjedzą, ale dla tych słoiczków warto zaryzykować. Bo ja w tych słoiczkach po prostu się zakochałam, gdyż one takie do wszystkiego!  Idealne: jako małe szklaneczki – trochę podobne do tych starych szklanek angielek. Od razu powiem, że znakomite również  do trzymania wsuwek do włosów, spinaczy papierowych i wykałaczek 🙂 

Oraz GENIALNE jako świeczniki!!!

Jestem typowa kobieta i lubię „durnostojki” wszelkiego rodzaju. A świeczniki i świeczuszki wprost uwielbiam. W okresie jesienno-zimowym w szczególności. Gdy już tak ciemno za oknami, to zapalone świeczki w domu tworzą bardzo przytulny nastrój. I od razu tak sympatyczniej się robi, gdy na dworze szaro i ponuro.

Nie wiem, jak Wy,  ale ja osobiście nie znam zbyt wiele kobiet czy dziewcząt, które nie lubiły by świeczników i świeczek …. Może jedną, ale stanowi to tylko wyjątek od reguły!

Świeczniki są jednym z niewielu prezentów takich typu: zawsze się sprawdzi!

  •      Świetne dla osób, które nie za bardzo znamy, a jesteśmy zaproszeni do nich z jakieś okazji i dobrze byłoby jakiś prezent wręczyć. Tylko co, jak tej osoby nie znamy i nie wiemy co lubi?

Świecznik sprawdza się idealnie! Taka mała rzecz, a cieszy. Śliczny drobiazg do salonu, pokoju dziewczęcego czy sypialni.

  •       Jak znamy kogoś i wiemy, co lubi to nawet rozpisywać się tutaj nie będę. Sprawa oczywista!

  •    Dobry jest to również prezent, jako taki drobiażdżek – bo chcemy komuś podziękować za coś. Za pomoc w jakieś sprawie, za przysługę, albo wsparcie. Mały, niezobowiązujący, a w geście podziękowania idealny.

  •       Lub jako dodatek do prezentu.

  •      Na wszelkiego rodzaju urodziny, imieniny, Dzień Kobiet, Dzień Mamy i na wszelką inną okoliczność dla każdej Niewiasty!

Ten ozdobny świecznik „Zośka” 

jest efektem mojego zafascynowania tymi małymi słoiczkami połączonej ze słabością do świeczników.  I w efekcie wyszedł taki recykling w szydełkowym wydaniu 😉